Odwiedź nasze profile Włącz radio opole

Następny mecz

 

Gwardia Opole

Gwardia Opole

Spóźnieni wojownicy

W meczu drugiej rundy fazy grupowej Pucharu EHF przegrywamy u siebie z duńskim Bjerringbro-Silkeborgiem 29:32 (12:20).

Demony z fatalnych pierwszych minut z Kassel zdawały się dzisiaj straszyć w Stegu Arenie identycznie jak przed tygodniem w Rothenbach-Halle. Choć tym razem za sprawą potężnego rzutu Działakiewicza wynik otworzyli Gwardziści, goście z Danii w ciągu pierwszych pięciu minut zdobyli aż 5 bramek, a ten okazały dorobek zawodników Silkeborga niezwykle efektowną ,,wkrętką" podsumował Noddesbo. Wszystko to przy zaledwie dwóch trafieniach gangu Kuptela, który zdecydował się właśnie na taktyczną przerwę w grze. Po niej wyszliśmy na parkiet dużo pewniejsi, szybko dochodząc rywali na różnicę jednego punktu po dwóch pięknych trafieniach Zarzyckiego i jednym Jankowskiego. Wspomniany Noddesbo z czasem rozkręcał się jednak na dobre, a w 13. minucie meczu, po trafieniu niemal identycznym do tego sprzed chwili, zmienił wynik na 11:8 dla gości, punktując indywidualnie po raz piąty dzisiejszego wieczoru. Po drugiej stronie na szczęście nie ustępował mu 20 lat młodszy Działakiewicz, który stale bombardował Rezara z dystansu, co po kwadransie gry przekładało się na aż 4 bramki w jego dzisiejszym dorobku. Regularnie punktujący zawodnicy Silkeborga ze sporą łatwością przedostawali się w nasze pole karne, wychodząc na trzy- i czteropunktową przewagę, my zaś odpowiadaliśmy głównie ofiarnymi, acz niezwykle efektownymi wejściami, czego dowodem była bramka Klimkowa, którą doprowadziliśmy do stanu 10:13. Niestety, z krótką przerwą na skuteczne ataki Mokrzkiego oraz Kawki, do końca pierwszej połowy trafiali już tylko nasi rywale. Pokaz wielu bezbłędnych ataków ze skrzydła dał Pedersen, swoje dołożyli też Hansen i Jonsson, co sprawiło, że do szatni schodziliśmy przy mocno niekorzystnym wyniku 12:20. Oczywistym stało się, że Gwardzistom potrzebny będzie konkretny wstrząs. 

Do wstrząsu z marszu jednak nie doszo, choć może bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie, że goście na ten moment grali w Stegu Arenie na tyle pewnie, że do jakiejkolwiek rewolty zwyczajnie nie dopuścili. Pisząc ,,goście", mieliśmy na myśli głównie Pedersena i Hansena, którzy byli jedynymi punktującymi zawodnikami drużyny przyjezdnej aż do 48. minuty meczu, kiedy to ich passę ośmiu wspólnych trafień przerwał Noddesbo. Gwardziści punktowali jednak zdecydowanie częściej niż w pierwszej połowie, a na dorobek bramkowy naszego zespołu składały się trafienia wielu zawodników. Skutecznie rzucali bowiem: Działakiewicz, Mauer, Jankowski, Morzki, a nawet... Malcher, co raz po raz odnawiało nadzieje wśród licznie zgromadzonych dziś na trybunach kibiców, motywując ich do głośnego dopingu. Przewaga gości zmalała w pewnym momencie nawet do trzech punktów, a i nie brakowało tak pozytywnych akcentów jak wygrany pojedynek Malchera z Hansenem przy rzucie karnym. W 53. minucie, po samodzielnej akcji Zieniewicza zrobiło się 26:29, po czym mieliśmy doskonałe okazje Klimkowa i Milewskiego, przy których opolscy kibice wzięli głęboki oddech, zakończony - niestety - głośnym jękiem zawodu. Złudzeń pozbawił nas chwilę później - rzecz jasna - Hansen, przywracając gościom czterobramkową przewagę. Ta jeszcze zmniejszyła się, rozpalając na chwilę wyobrażenia naszych kibiców, którzy niestety ostatecznie musieli obejść się smakiem. Po bramce Mokrzkiego na kilkadziesiąt sekund przed końcem było 29:31, ale czas płynął nieubłaganie. Po tym, jak na zegarze wybiła 60. minuta meczu, rzut karny wykorzystał jeszcze Nikolaj Nielsen i mecz zakończył się wynikiem 29:32. Wynikiem, który z jednej strony może cieszyć z uwagi na obraz gry z pierwszych dwóch kwadransów, ale i takim, który po szalonej gonitwie w drugiej połowie pozostawia ogromny niedosyt.

Choć w oczach wielu kibiców możemy zostać uznanymi za zwycięzców dzięki heroicznej walce po zmianie stron, trzeba przyznać wprost, że poza porażką z Silkeborgiem, ponieśliśmy dziś również dwie inne - z własnymi słabościami w pierwszej połowie oraz - przede wszystkim - z czasem, który nie pozwolił nam wzbić się na wyżyny ze względu na zbyt późne rozwinięcie skrzydeł. Ostatnio pisaliśmy o lwach, wracających poważnie zranionych z wyjazdowej wojny. Dziś honor naszej drużyny w Stegu Arenie wywalczyli wojownicy, którzy jednak przybyli na pole bitwy wyraźnie spóźnieni. Chwilę wcześniej spustoszenie zasiali na nim bowiem przedstawiciele przeciwnego obozu pod wymiernym dowództwem Jespera Noddesbo, Johana Hansena i Augusta Pedersena. 

Gwardia wystąpiła w składzie: Zembrzycki, Malcher 1 - Lemaniak 1, Fabianowicz, Zarzycki 3, Klimków 3, Mokrzki 3, Zieniewicz 1, Jankowski 5, Zadura, Kawka 1, Mauer 5, Milewski, Morawski, Działakiewicz 6, Skraburski.

Trener: Rafał Kuptel

Sponsorzy strategiczni

Sponsorzy
Partnerzy techniczni
Partnerzy medialni