Odwiedź nasze profile Włącz radio opole

Następny mecz

 

Gwardia Opole

Gwardia Opole

Jankowski: stanowimy jedną, wielką rodzinę [WYWIAD]

- Trochę lat gry za mną, na ich przestrzeni pojawiały się mniejsze lub większe perturbacje, ale nigdy nie byłem zmuszony kończyć sezonu przedwcześnie z tak poważnego powodu [...]. Czuję niedosyt, bo wszyscy liczyliśmy na więcej, ale takie jest życie i taki jest sport. To uczciwa decyzja dla wszystkich. - przyznaje Kapitan Mateusz Jankowski.

Trudno było spodziewać się, że przyjdzie nam rozmawiać w takich okolicznościach...

- Zgadza się. Do naszej codzienności wkradło się ostatnio mnóstwo zamieszania, ale tu nie chodzi tylko o nas. Ja patrzę na tę sytuację dużo szerzej i dopiero to naprawdę daje do myślenia. Trochę lat gry za mną, na ich przestrzeni pojawiały się mniejsze lub większe perturbacje, ale nigdy nie byłem zmuszony kończyć sezonu przedwcześnie z tak poważnego powodu. Wydaje mi się jednak, że zważywszy na nasze rodziny, wszystkich kibiców i ludzi, z którymi na co dzień funkcjonujemy, zakończenie rozgrywek było optymalnym rozwiązaniem. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się w Polsce, w całej Europie, na świecie... Mamy do czynienia z drastycznymi środkami ostrożności, ale i takie być muszą. Mam nadzieję, że szybko uda się to opanować i będziemy mogli w spokoju przygotowywać się do nowego sezonu. 

Być może czeka nas okres wielu zmian i komplikacji.

- Mamy taką sytuację, jaką mamy. Nie wybiegałbym zbyt daleko w przyszłość, wszystkie decyzje będą zapadały na samej górze i w miarę rozwoju sytuacji trzeba będzie na to reagować. Jeżeli to, co związane z epidemią, uda się opanować w dobrym czasie, przykładowo: formuła najbliższych rozgrywek nie powinna być problemem. Inaczej trzeba będzie szukać sposobu... 

Niedosyt?

- Mam wrażenie, że nasz zespół potrafi fajnie grać. Ba, jestem o tym przekonany. Możemy walczyć z najlepszymi, ale jesteśmy na tyle nierówni, że następnie potrafimy przegrywać mecze w sposób kompletnie niewytłumaczalny. Tłumaczę sobie, że to związane z młodością, więc mam nadzieję, że wraz z nabieranym doświadczeniem wśród tych chłopaków, będzie tylko lepiej. Liczyliśmy bardzo na te playoffy, bo prawdopodobnie przyszłoby nam się w nich zmierzyć z Azotami-Puławy, a chyba nie muszę przypominać, że w takich ważnych momentach, przy tak wymagających przeciwnikach, potrafimy wspiąć się na wyżyny zaangażowania i umiejętności. W związku z tym na pewno czuję niedosyt, bo wszyscy liczyliśmy na więcej, ale takie jest życie i taki jest sport. To uczciwa decyzja dla wszystkich. 

Wielokrotnie dało się odczuć, że zarówno na boisku, jak i poza nim, bierzesz na barki odpowiedzialność za drużynę. Czujesz po sobie, że wraz z odmłodzeniem szatni i wkradającymi się w nasze szeregi problemami, ta zaczęła wzrastać? 

- Ja podchodzę do swojej pasji lub - jak kto woli - pracy, zawsze na 100%, przez co potrafię krytycznie spojrzeć na wszystkie aspekty i otwarcie mówić to, co uważam. Niezależnie od tego, czy rozmawiam z chłopakami z drużyny, z trenerem czy z dziennikarzami, jestem szczery. Pewnie sam wielokrotnie się mylę, ale mówię to, co w danym momencie czuję. Trudno mi ocenić, czy szatnia potrzebuje mnie teraz bardziej, niż wcześniej. Nie jestem przyzwyczajony do roli lidera, ale staram się im dawać wsparcie na każdej płaszczyźnie. Czy rzeczywiście tak jest, trzeba zapytać innych. Mam jednak wrażenie, że ludzie doceniają takie podejście. 

Możesz z kolei ocenić, jaki - pod względem sportowym - był ten sezon dla ciebie.

- Mogło być dużo lepiej, to oczywiste, bo zawsze może. Mimo wszystko, jestem z tego sezonu bardzo zadowolony - udało nam się przecież wywalczyć historyczny awans do fazy grupowej europejskich pucharów. Żałuję oczywiście, że nic (przynajmniej na ten moment, bo nie zapadła jeszcze decyzja w sprawie zakończenia rozgrywek) nie udało nam się w nich zwyciężyć. Patrzę jednak na to z perspektywy nauczki, wartościowej lekcji na przyszłość. Dla nas wszystkich jest to cenny materiał, który trzeba wykorzystać w dalszej pracy. Musimy zrobić wszystko, by nie powielić wcześniej popełnionych błędów.

Wartościowe lekcje pełne magicznej atmosfery...

- Dokładnie. Po to trenujemy i walczymy na co dzień, żeby przeżywać coś takiego. Osobiście jest mi mega przyjemnie, gdy nasi kibice tworzą w Opolu takie święta, gdy dopingują nas nawet, jak przegrywamy. To pokazuje, że doskonale rozumieją nasz zespół - nie oczekują od nas gwiazdorskich zagrań, a doceniają naszą pracę i walkę. Myślę, że my, swoją postawą w poprzednich sezonach i w wielu meczach, przyciągnęliśmy ich na trybuny, że po prostu fajnie ogląda się to, co robimy na parkiecie. Czuję chemię nie tylko w zespole, ale i pomiędzy nami a kibicami. Stanowimy jedną, wielką rodzinę i to jest super. 

A jaka jest twoja aktualna rzeczywistość? Mocno doskwiera ci codzienność bez piłki ręcznej?

- Jak tylko dostaliśmy wolne, wziąłem ze sobą cały sprzęt, ale w pierwszym tygodniu starałem się jak najlepiej zregenerować. Dość mocno odczułem ten sezon, głównie ucierpiało moje ciało. Zmęczenie i obciążenie bywało już tak duże, że ból towarzyszył nawet w trakcie treningów. Minęła jednak chwila i od razu wróciłem do indywidualnych przygotowań w domu. Do tego dochodzą przebieżki po lesie, praca nad stabilizacją. I oczywiście pilnuję, żeby nie przytyć. (śmiech). 

Różnego rodzaju pokus w domu pewnie nie brakuje! 

- Przede wszystkim ciężko jest zorganizować dzień, bo obok siebie mam syna, którego wszędzie i zawsze pełno. Wypracowaliśmy sobie już na szczęście wspólne przyzwyczajenia, dlatego na przykład jak robię pompki, on zawsze musi siedzieć mi na plecach! (śmiech). Czasu z rodziną na co dzień nie ma aż tak wiele, zawsze go brakowało, dlatego w jakiś sposób na pewno teraz odpoczywam. Bardzo ciężko pracowaliśmy przez kilka miesięcy, więc trochę regeneracji w formie rekreacji na pewno się przyda. Jeśli jednak okazałoby się, że trzeba grać choćby za tydzień, będę w pełnej gotowości.

Domyślam się, że - korzystając z okazji - na pewno chciałbyś coś przekazać kibicom...

Chcę podziękować za cały sezon. Za to, że gdy wychodziłem i ponownie spoglądałem na pełną halę, czułem dumę i nie mogłem się doczekać, by dostarczyć im trochę radości. Dziękuję im za to, że za nami jeżdżą, bo choć mogliby wygodnie kibicować sprzed telewizora, poświęcają swój czas, jadąc za nami w trasy i zdzierając gardło na trybunach rywali. Cały poprzedni rok dał nam wiele - brązowy medal, awans w Pucharze EHF i na pewno chciałoby się dokładać do tego kolejne sukcesy, ale po prostu tym razem nie było nam to dane. Tym bardziej nie możemy się teraz podddawać, musimy dalej walczyć. Póki co jednak życzę wszystkim, by skutecznie zwalczyli nudę w trakcie domowej kwarantanny i proszę, by przestrzegali zasad i dbali o siebie. Jeśli ktokolwiek z kibiców będzie chory - ja będę chory razem z nim. Róbcie wszystko, byśmy niebawem mogli się ponownie wspólnie cieszyć!

 

 

 

Sponsorzy strategiczni

Sponsorzy
Partnerzy techniczni
Partnerzy medialni